KILKA SŁÓW O ODWADZE

Przez ostatnie dni na topie jest wśród moich rozmyślań temat ODWAGI. Otóż doszłam do przykrych wniosków, że my, współcześni ludzie, nie umiemy być szczęśliwi, a w zasadzie to po prostu nie mamy odwagi, żeby takimi się stać. I smutno mi się robi, bo to nie tak być powinno. Powinniśmy być szczęśliwi z natury, tak po prostu, a ewentualne pokłady „tej” odwagi i „wychodzenia ze strefy komfortu” zużywać w trudnych sytuacjach, gdy naprawdę trzeba czasem dla wyższego dobra coś poświęcić, z czegoś zrezygnować, narazić się na strach, smutek czy inne emocje, które nie kojarzą nam się bezpośrednio z poczuciem szczęścia.
Ale do cholery, żeby trzeba było odwagi do tego, by być szczęśliwym? By robić w życiu to co się kocha, mieć to, co się chce, żyć tak, jak się głęboko czuje, że jest najlepiej i najprzyjemniej? Niesłychane. Mamy tak głęboko zakodowany system przekonań, zasad, tego co dobre a co nie, ogólnych nakazów i zakazów, i żyjemy sobie w takim matrixie, w większości zupełnie tego nieświadomi. Zagubieni jesteśmy totalnie w tym co nasze, a co nie. I w tym co naprawdę nasze, a co tylko wydaje nam się, że jest nasze, a takie się stało tylko dlatego, że „wszyscy” tak mają. Kompletnie nie umiemy tego rozróżnić, bo nie mamy w ogóle kontaktu sami ze sobą. Płyniemy sobie w tej rzece gnających szaleńców, rzece społeczno-religijnych norm i trzymamy się ich jak kół ratunkowych, bo wydaje nam się, że tylko tak jest bezpiecznie. I co z tego, że tyle rzeczy nam nie pasuje, że głęboko pod skórą czujemy, że wolelibyśmy inaczej. Większość z nas wychowała się w katolickim kraju, w katolickich rodzinach, nauczono nas, że cierpienie jest cnotą, że tak trzeba, i że poczucie winy nas wszystkich zbawi i będziemy szczęśliwi w niebie (po śmierci, oczywiście, jasne, kto nie chciałby być szczęśliwy po śmierci?…). A żeby brać garściami wszystko to, co sprawia, że chce nam się żyć, latać wysoko pod chmurami, że nam serce i głowa chcą eksplodować z nadmiaru piękna, radości i miłości, że uśmiech z twarzy nam nie znika i nie umiemy na to nic poradzić – to już nas nikt nie nauczył. Że nie trzeba robić wszystkiego tak, jak mówią inni, jeśli nie jest to zgodne z naszymi przekonaniami i uczuciami. Aha… to trzeba mieć najpierw swoje przekonania:). I umieć czuć naprawdę z siebie, z serca, z flaków, z każdego kawałka ciała. Nikt nas nie nauczył czuć, rozumieć siebie, być sobą. Uczy się nas za to jak pasować do systemu. Więc aby z tego systemu wyleźć, to okazuje się, że musimy być ODWAŻNI. Odważni w podjęciu decyzji o tym, że chcemy być prawdziwi, być sobą, nie pasować może tu, ale pasować gdzie indziej. Odważni, żeby wyróżnić się w swoich poglądach i swoim sposobie na życie. Odważni w decyzji o zmianie pracy, która nie daje nam w ogóle szczęścia, ale daje fajną pensję co miesiąc i złudne poczucie bezpieczeństwa. Bo pieniądze przecież w życiu są najważniejsze, a bez nich to już nic nie będzie. Odważni w rezygnacji z relacji, które są złe, które nic nie wnoszą do naszego życia lub wręcz nas wyniszczają, i które niby są, a powodują, że jesteśmy samotni, jak jasna cholera. I tak sobie w nich siedzimy i myślimy, że przecież jakoś to zniesiemy i że takie ogromne zmiany w życiu to zbyt wiele, a nam już jest wystarczająco ciężko, więc lepiej nic nie zmieniać i liczyć, że wszystko jakoś się ułoży. Potrzebujemy odwagi, by zmienić miejsce zamieszkania, gdy nie czujemy się dobrze w danym domu, mieście, kraju, bo przecież tu mamy „całe nasze życie” i będzie na pewno tragedia, gdy się od niego oddalimy. Odwagi, by wyrazić swoje odmienne zdanie w ważnej kwestii, bo jak to zrobimy to zostaniemy wykluczeni z naszej społeczności, grona przyjaciół lub wyrzuceni z pracy. Wolimy się dopasować i żyć z ludźmi, którzy mają zupełnie inny system przekonań i działają w totalnej niezgodzie z naszym sumieniem, ale są. Odwagi, żeby w ogóle przyznać się sami przed sobą, że czujemy coś inaczej niż reszta! I tej odwagi potrzebujemy też, by słuchając na słuchawkach muzyki na przystanku zatańczyć do naszego ulubionego kawałka trzy piruety. Bo przecież ludzie patrzą, co pomyślą! I odwagi, żeby zapłakać, gdy jest nam smutno. Krzyknąć, gdy jesteśmy wściekli. Ba, pomijam już robienie tego przy innych. Wiele osób nie potrafi zrobić tego nawet w domowym zaciszu. Bo tak głęboko jest przekonanym o tym, że okażą się przez to słabi. Nawet przed samymi sobą nie chcemy się tacy stać, nawet jak nikt nie widzi. Co więcej, gdy wydaje nam się, że potrafimy płakać, to czy rzeczywiście tak jest? Jak wielu z nas zapłacze sobie gdzieś w kącie przy okazji, uroni kilka łez, a może popłacze nawet dłużej, ale jakoś tak w cichości… A kto faktycznie umie zapłakać tak głęboko, z brzucha, z trzewi, zapłakać tak, że aż się cały zatrzęsie, zawyje. Krzyknąć tak, że poczuje, jak ciśnienie schodzi z każdego kawałeczka jego ciała. Odpowiem – mało kto.
I tak okazuje się, że by zachowywać się naturalnie, instynktownie, to my potrzebujemy być odważni. Boimy się oceny innych, dezaprobaty, krzywych spojrzeń i opuszczenia. Trzeba zrozumieć, że to wszystko jest tak bardzo ludzkie, że bardziej się nie da. Że dążenie do przyjemności i szczęścia to nasz cel w życiu! Nie cierpienie i poświęcanie wszystkiego dla „dobra ogółu”. Da się żyć w zgodzie ze sobą, jednocześnie nie przeszkadzając innym. Dbać o siebie, ale też dawać innym. Robić coś po swojemu, szanując przy tym innych. Reagować w zgodzie ze sobą, nie krzywdząc innych. Da się, serio.

Czuję, że powoli się zmieniamy, my, ludzie. Że coraz więcej osób zaczyna szukać w tym wszystkim siebie. Że są zmęczeni i poszukują kontaktu z naturą, z czymś prawdziwym, czego nie wymyślił i nie narzucił drugi człowiek. Obserwują zwierzęta, dzieci, cykliczność natury, medytują, poszukują, a przede wszystkim uczą się myśleć poza schematami. Zaczynają przyjmować do siebie to, że coś, co jest z góry narzucone, wcale nie musi być dla nich najlepsze. Cieszy mnie to bardzo i wierzę mocno, że już moje dzieci i wnuki będą umiały słuchać się siebie, swojej intuicji, mieć wolny umysł i poszukiwać szczęścia. Że nie będą musiały być odważne, żeby być szczęśliwe, tylko przyjdzie im to zupełnie naturalnie 

Kochani! Odwagi! Nic innego nam nie pozostało, jak czynić odważne kroki i dokonywać zmian! Zmieniać swoje życie tak, by czuć głębokie, przeszywające na wskroś, prawdziwe szczęście. A zmieniając siebie powoli zmienimy też innych. Dzielmy się swoimi doświadczeniami, pomagajmy innym być odważnymi! Kurczę, pozwólmy sobie po prostu płynąć w swoim małym strumyku, w którym woda wydobywa się ze źródła naszego serducha! Zawróćmy w tej wielkiej brudnej rzece, popłyńmy chwilę pod prąd. Albo wyleźmy z niej i pójdźmy chwilę pieszo przez chaszcze. Żeby z powrotem znaleźć się u źródła i tam dowiedzieć się, że woda naprawdę może być czysta i da się ją pić bez żadnego filtrowania i oczyszczania 

No i ALOHA! Miłość ponad wszystko! 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *