ŻYCIE BEZ OCZEKIWAŃ

Ostatnio mocno doświadczam, czym jest życie bez oczekiwań, a w zasadzie to, czym jest życie właśnie z nimi i jaka jest różnica między jednym a drugim. Próbując żyć według hawajskiej filozofii pamiętam i wielokrotnie powtarzam sobie wszystkie jej zasady, również tą mówiącą, że „moment mocy jest teraz”. Nie w przeszłości, w przyszłości też nie. TERAZ. I z tym „teraz” każdy w swoim życiu powinien się zmierzyć, tak realnie, nie tylko powtarzać bez zrozumienia sentencje typu „carpe diem”. Ja ostatnio intensywnie przerabiam ten temat i również przyciągam dużo osób, które na ten temat chcą ze mną rozmawiać, dzielić się wiedzą i czerpać ją ode mnie, postanowiłam więc podzielić się swoimi rozważaniami na temat ostatnio u mnie na topie czyli OCZEKIWANIA.

unnamed

Życie bez oczekiwań to życie, w którym skupiamy się na teraźniejszości, na obecnej chwili i na tym, co od niej dostajemy. Oczekiwania to myślenie o przyszłości. Nie mówię, że myśleć o przyszłości nie należy, planowanie jest w pewnym sensie nieodłączną częścią naszego życia, nieważne czy planujemy, że za pięć minut zaparzymy sobie kawę, czy że za kilka miesięcy wyjedziemy na tygodniowy urlop. Są jednak różnice między planowaniem, a oczekiwaniem. Ostatnio z jedną z klientek po masażu zaczęłyśmy rozważania w temacie oczekiwań i celów. Czy wyzbywając się oczekiwań pozbawiamy się celu w życiu? Wiele osób z pewnością tak myśli, a może myli oba te pojęcia? Przecież cel w życiu to podstawa, to niezbędnik każdego człowieka, który chce czuć, że żyje, że ma po co. Bo jak nie ma, to czuje pustkę. Jak więc odróżnić posiadanie celu od posiadania oczekiwań?

Myślenie o tym, czego pragniemy, ale jednocześnie przyjęcie i zaakceptowanie tego, że nasze pragnienia mogą nie być spełnione; gotowość na zawód, na cierpienie, na złość i smutek – to są „zdrowe” oczekiwania, cele, plany. Z kolei posiadanie przekonania, że pewne rzeczy mają obowiązek się wydarzyć, gdyż my ukierunkowaliśmy całą swoją energię, swoje działania, pieniądze, słowa, czy nie daj boże zmieniliśmy siebie po to, by coś się zadziało – i nie przyjmujemy świadomie opcji, że mogłoby to nie nastąpić – to są oczekiwania. Są wtedy, gdy – niespełnione – sprawiają, że czujemy się oszukani, odczuwamy porażkę, nie potrafimy się z tym pogodzić i przyjąć, że to MIAŁO PRAWO tak być. Nie, nie miało prawa, przecież zrobiłem/zrobiłam absolutnie wszystko, żeby było inaczej. A jednak, los lubi czasem z nas drwić. A drwi w konkretnym celu – żeby czegoś nauczyć, daje szansę wyciągnięcia wniosków i ruszenia dalej w świat z nowym bagażem doświadczeń. Pozbywając się oczekiwań – względem ludzi w naszym życiu, względem sytuacji, miejsc, finansów, polityki, pogody… możemy stać się prawdziwie szczęśliwi, bo wywalamy sobie z głowy całą masę tematów, które wpływają na nasz nastrój, a na które nie mamy wpływu. A nawet jak mamy, to żadne niepowodzenie nie będzie dla nas porażką, a tylko kolejnym etapem w życiu.

Uczmy się nie oczekiwać. Nie narażajmy na stres siebie oraz osób, względem których swoje oczekiwania stawiamy. Nie narażajmy się na niespodziewany zawód w sytuacjach i zdarzeniach, na które nie mamy wpływu. Bądźmy gotowi przyjmować wszystko, co oferuje nam życie. Niezależnie od tego, czy jest to coś, o czym marzyliśmy, czy może jednak coś zupełnie przeciwnego. Zaufanie do siebie i swojego życia to droga do uwolnienia i poczucia bezgranicznego szczęścia. A umiejętność przyjmowania to najlepsza nauka, której doświadczamy dzień w dzień do końca naszego życia i dzięki której stajemy się lepsi od samych siebie z wczoraj 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *